12 października, 1928
Słowo, 1928 nr 235, Radomska Biblioteka Cyfrowa
W bocznych alejach… Cuda się dzieją z chwilą nastania wieczornego mroku. Wszystkie ławki aa bocznych ale Jach w Kościuszkowskim ogrodzie są przepełnione gruchające mi miłośnie parkami… Brak tylko słodkiego piewcy-słowika i seledynowych nocy, jak również wiosennych, kwietnych aromatów… Tymczasem zimno jest i… bardzo ciemno. Ciemności sprzyjają „zakochanym*, bo tam, gdzie najciemniej, najwięcej ich się gromadzi. Miłe złego ua jesieni początki, lecz na wiosnę może być z tego koniec wielce żałosny. Warto by temu zapobiec i… ofiarować dla pilnowania moralności naszych miłujących się w nocnym mroku bocznych alei – braci i sióstr, chociażby jednego policjanta, który by spacerował po tych alejach do chwili zamknięcia parku i… chronił przed zaziębieniem rozgrzanych nadmiernem uczuciem, wypraszając ich mniej, lub więcej uprzejmie na światło, już jeśli niecodzienne, to elektryczne głównej alei, lub ulic miasta. Mniej będzie ukrytych zbrodni, mniej wstydu i rozczarowań oraz wiosennych podrzutków, jakoteż bezimiennych obywateli po ochronkach miasta.
Luna.
- 2025. All Rights Reserved