20 września, 1932
Ziemia Radomska 1932 nr 215, Radomska Biblioteka Cyfrowa
„Czy Pan czasem nie z Radomia?” – pyta z przejrzystą tendencją wyglancowany szlifibruk stołeczny – jegomościa trącącego myszką parafjańszczyzny. I tak się utarło, że radomiacy zasłynęli w całej Polsce. Radom stał się symbolem prowincjonalizmu w najbardziej ujemnem znaczeniu tego słowa. Drwiące pytanie „Czy Pan czasem nie z Radomia?”, zrodzone na deskach teatru warszawskiego napiętnowało radomskich tubylców sztandartową nalepką zaściankowej ciasnoty, a Radom postawiło w zaszczytnym szeregu miejscowości o pięknie brzmiących nazwach jak „Berdyczów”, albo zgoła „Pacanów”, gdzie podobno kozy kują.
Czy ta opinja o Radomiu jest słuszna? Samo to pytanie jest bardzo drażliwe i może wywołać słuszny mars oburzenia na obliczu każdego rdzennego radomiaka, który w nadmiarze partykularnego szowinizmu radby w Radomiu widzieć „pępek świata”, a nawet wszechświata, wokół którego cała zawiła kombinacja kosmiczna według urzędowego rozkładu jazdy się obraca. My jednak skłonniśmy upatrywać w tej oszczerczej opinji ociupinę prawdy. Jeśli bo się zważy na abderrę stosunków, władających umysłami społeczności tutejszej…, a jeśli przyjrzymy się skali zainteresowań przytłaczającej większości… przyjrzyjmy się w wieczór sobotni cielętnikowi…, popatrzymy uważnie na „high life” kawiarniany i t. d.- no to wówczas powiemy, że złośliwiec, który nas tak oczernił zastosował do nas zasadę „jak cię widzą, tak cię piszą” – zapominając o tern, że „pozory mylą”. Bo proszę państwa Radom to nic tylko wyboiste ulice, obdrapane domy, cuchnące podwórka, taniec ambicyjck, raj hochsztaplerów, kryzys. Radom nie jest w zupełności wielkim Przytykiem, czy Psią Wólką…
Jest Radom, który idzie, Radom centrala przemysłu wojennego, telefonów automatycznych, nowoczesnych urządzeń, siedziba broadscating‘u, setek fabryk, lotniska – Radom Wielki, miasto Europy Zachodniej.