21 lipca, 1915
Gazeta Radomska 1915 nr 57, Radomska Biblioteka Cyfrowa
Po raz trzeci miasto nasze zajęte zostało przez wojska austrjackie i niemieckie. Po raz trzeci najeżona bagnetami i siejąca ogniem linja boju Przeszła przez miasto nasze – szczęśliwy los uchroni! nas od kul, uchronił miasto od zniszczenia.
Od dwóch miesięcy zwiastuny zbliżania się linji bojów, łuny i dymy pożarów straszyły nas i zganiały z powiek sen, a oddalony huk armat mówił o starciach i walkach toczonych w pobliżu.
Ze ściśniętem sercem i suchemi oczami patrzeć musieliśmy na setki palących się wiosek, na niszczenie owocu naszych znojów i pracy. Gorzały wioski, gorzały zboża na pniu podpalane, setki wozów wiozły zerżnięte niedojrzale zboża; pustoszone fabryki i warsztaty, pozbawione maszyn i surowych materjałów stanęły pustkami, a rzesze robotników zostały pozbawione resztek ocalałej pracy.
Widmo głodu zajrzało w oczy, a dreszcz od tego spojrzenia uczuli wszyscy.
Zdało się, że wszystko wali się w jakąś beznadziejną przepaść, że niszcząca siła wojny zawzięła się na kraj nasz, że wkrótce zostanie niebo i ziemia, a na niej zgliszcza i trupy.
Napięcie nerwowe doszło do punktu kulminacyjnego – ludzie przestali pragnąć, myśleć, chcieć nie było nieprawdopodobieństwa, które by przerażało – nie bano się już. Aż dziwnem się zdaje i u nas w Polsce przestano się bać!
Takim jest obraz życia naszego w ostatnich miesiącach. Czy życie to się zmieni. Być może, falanga wojny przeszła – zniszczenie ustało.
W niedzielę rozeszła się wieść o bliskim wyjeździe poczty, była to pierwsza wieść o rozpoczętej pośpiesznej ewakuacji. W poniedziałek o 4-ej po południu odszedł ostatni pociąg, żegnany hukiem wysadzanych urządzeń stacyjnych, a potem morze płomieni ogarnęło stację, a slupy dymu zaciemniły słońce. Radom stal się bezpańskim, ostatnie patrole rosyjskie przeszły o północy – o 6-ej rano weszły Patrole austrjackie. Szalona szybkość zachodzących wypadków nawet nie oszołomiła nas, – myśmy tak wiele przeżyli, że wyraz zdziwienia na długo znikł z naszych twarzy.