29 lipca, 1966
Życie Radomskie 1966 nr 181, Radomska Biblioteka Cyfrowa
„Panie Redaktorze, nie wiem, dlaczego cukierenka RZGastr. przy ul. Dzierżyńskiego została nazwana „Milutką”. Przecież spełnia ona rolę przydrożnej knajpy. Niby ci i owi przychodzą tam po ciastka i na kawę, a w rzeczywistości wypróżniają butelki z alkoholem. Co potem się dzieje – tego nie można sobie wyobrazić, nie mieszkając w sąsiedztwie „Millutkiej”. Otóż niektórzy konsumenci cierpiący wskutek opilstwa na morską chorobę – zanieczyszczają sąsiednie bramy i klatki schodowe. Ba, nawet tacy, którzy nie chorują – również brudzą.
Ponadto odbywają się tam zaloty suto zakrapiane wódką lub winem. Między kobietami i mężczyznami w różnym wieku następują potem jawne umizgi, które niejednokrotnie kończą się poza lokalem, w bramie lub na klatce schodowej o wieczorowej porze. Często wracając późno do domu, mijam w okolicach „Milutkiej” dziesiątki par zawianych i… rozkochanych w sobie. Część z nich ledwo trzyma się na nogach. Padają niecenzuralne słowa, również postępowanie ich gorszy maluczkich”.
W dalszej czyści listu do redakcji podpisanym „matki 1 tony” – autorki opisują bójki i awantury powodowane przez zazdrosne żony i mężów, najczęściej jednak – przez zamroczonych alkoholem osobników, którym przeszkadza z reguły wszystko. Nawet to, że na ulicy stoi slup telegraficzny. Przy tym obrywa się bogu ducha winnym przechodniom i… oknom, z których wypadają szyby. Wszystko to dzieje się na oczach młodzieży i dzieci. Sygnalizując to – czekamy na zajęcie się tą sprawą przez odpowiednie instytucje w Radomiu. (ah)
- 2025. All Rights Reserved