10 sierpnia, 1966
Życie Radomskie 1966 nr 13, Radomska Biblioteka Cyfrowa
Kosów ma swoich stałych wiernych bywalców, którzy mimo, że atrakcyjność tego wypoczynkowego miejsca już dawno zbladła, przyjeżdżają tu latem w wolne popołudnie, niedziele i święta. Może kiedyś Kosów nabierze wreszcie po generalnym uporządkowaniu właściwego wyglądu, ale nie odsuwa to spraw bieżących tego podradomskiego miejsca weekendu na dalszy plan. Takich jak np. ten, z którym zwrócił się do nas jeden z czytelników ob. B. z ul. 1 Maja (Nazwisko i adres znane redakcji). Był on ostatniej niedzieli w Kosowie i odpoczywając nad głównym stawem, obok rosnącej tam wierzby usłyszał w oddali ujadanie psów a po pewnym czasie jeden z czworonogów przebiegał obok taszcząc kości stopy ludzkiej. Widok trzeba przyznać dość makabryczny i nic dziwnego, że czytelnik poszedł tropem dochodzących ujadań psów. W niezbyt oddalonym od stawu miejscu w dole, gdzie wybiera się widocznie piasek, leżało wiele kości ludzkich, między którymi buszowały psy i krążyły roje much. Wówczas to skojarzył sobie czytelnik akt sprzed lat, kiedy to siedząc w pobliżu tego miejsca został prawdopodobnie ugryziony przez mrówkę w nogę. Wieczorem noga spuchła i mocno zsiniała, a lekarz stwierdził, że była to infekcja jadem trupim.
Prawdopodobnie jest to jakaś zbiorowa mogiła, którą należałoby zidentyfikować i ewentualnie zabezpieczyć przed rozgrzebywaniem i rozrzucaniem kości po całym terenie. Sądzimy, że da się to załatwić przed generalnymi porządkami. Inaczej miejsce to bynajmniej nie nadaje się do biwakowania. (n)
- 2025. All Rights Reserved