19 września, 1961
Życie Radomskie 1961 nr 222, Radomska Biblioteka Cyfrowa
Radom w latach okupacji był miejscem wielu masowych egzekucji. W lasku na Firleju przez wszystkie lata okupacji rozbrzmiewały salwy i grzebano tysiące ludzi. Rozstrzeliwania miały miejsce na dzisiejszej ulicy Dzierżyńskiego, wieszano ludzi na szosie Kieleckiej, Warszawskiej itp. Jak żadne inne miasto Radom zapomniał o ludziach, którzy zginęli z rąk hitlerowskich siepaczy. Na wielu miejscach straceń w Radomiu nie ma tablicy pamiątkowej, na mogiłach tych nikt nie składa wiązanek kwiatów. Drogi do tych miejsc zarosły chwastem. Ta obojętność jest wprost żenująca.
Nikt w Radomiu nie pamięta już o masowym miejscu straceń w lasku w Kosowie. Reporter odnalazł autentyczne zeznania świadków składane przed sądem w czasie procesu kata Radomia dr Betchera. Warto przypomnieć dziś historię tych ponurych dni.
Niemal natychmiast po wkroczeniu Niemców, żandarmeria i gestapo przywiozły do Kosowa 15 osób, które natychmiast stracono. Potem już co tydzień rozstrzeliwano w tym samym miejscu mężczyzn, kobiety, dzieci. Ofiary zakopywano bardzo płytko. Nieraz wystawała z ziemi ręka albo noga. Gdy w 1943 r. aresztowano dużo osób w Garbatce, przywieziono je tutaj od strony Radomia i po wypuszczeniu z samochodu strzelano do nich. Ludzie krzyczeli: „Myśmy nic nie winnii”. Hitlerowcy odbijali ich wystrzałem z pistoletów.
Oto fragment zeznań świadka Józefa Trzesińskiego, mieszkańca Kosowa:
— Świadek — W 1940 r. przyjechały dwa samochody SD i SS i obstawiły wejście do lasu.
Sąd — Czy byli tam żandarmi? .
św. — tego nie wiem.
Sąd — Czy dużo było w Kosowie egzekucji?
Sw. — Było kilkadziesiąt, zwłaszcza dużo było w 1943 r. bo odbywały się prawie co tydzień. Widziałem wszystkie egzekucje, ponieważ odbywały się one 100 metrów od mego domu. Słyszałem krzyki kobiet, dzieci i mężczyzn. Raz otrzymałem rozkaz zakopania dwóch ludzi. Było to w 1943 r.
Sąd — Co to byli za ludzie?
Sw. — Nie wiem skąd pochodzili.
Sąd — Jak strzelano do tych ludzi?
Sw. — Strzelano przeważnie w tył głowy.
Sąd — A jak to było z aresztowaniem syna?
Sw. — Mój syn był aresztowany w nocy z 12 na 13 kwietnia 44 r. O godz. 11 wyciągnięto go z domu i o pół metra od domu został zabity. Posądzony był o udział w podziemiu. Pochowano go w lesie kosowskim.
Sąd — Czy zabijano również dzieci?
Sw. — Tak, nawet w wieku 7 do 8 lat.
Sąd — Czy zabijano większe grupy ludzi?
Sw. — Tak, nawet po sześćdziesiąt kilka osób. Jaśkiewicz był aresztowany i wywieziony do Oświęcimia, Falkiewicz i Prętek byli zabici o to, że byli podejrzani o udział w podziemiu.
Sąd: — Ile osób zdaniem pana zostało zabitych w Kosowie?
Św. — W każdym bądź razie więcej niż tysiąc osób.
Przed samym końcem wojny Niemcy przyjechali z maszynami, teren obstawili maszynami i wszystkie zwłoki spalili…”
Nie pozwól my na zatarcie w pamięci miejsca straceń w Kosowie i w innych miejscach. Dla upamiętnienia tych miejsc wystarczą niewielkie tablice, małe pomniki, wiązanki kwiatów i pamięć — pamięć Myjących. (wyr)
- 2025. All Rights Reserved