Uzupełniamy akt oskarżenia przeciwko Wilhelmowi Blumowi

17 sierpnia, 1947

Życie Radomskie 1947 nr 167, Radomska Biblioteka Cyfrowa

W dniu wczorajszym minęła piąta rocznica likwidacji radomskiego Ghetta. Równocześnie, w Radomiu, staje przed Sądem jeden z głównych inicjatorów i wykonawców tej potwornej masakry, w czasie której straciło życie kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Niech te wspomnienia naocznego świadka tragedii radomskich Żydów staną się uzupełnieniem aktu oskarżenia

Odseparowanie Żydów radomskich w specjalnych dzielnicach, co izolowało ich od świata zewnętrznego, zmieniło zupełnie strukturę życia mieszkańców Ghetta. Żydzi nie mogli utrzymać kontaktu ze światem zewnętrznym, W rezultacie, w takich warunkach aprowizacyjnych, przy takiej ciasnocie wybuchły różne epidemie. Tyfus, dezynteria, głód i nędza wyrwały z pośród uwięzionych tysiące ofiar. Nie mało ofiar w ludziach spowodowałv też różne akcie i łapanki.

I tak mijały straszne dni i noce w radomskim Ghetcie. 4 sierpnia 1942 r. przybyli do Ghetta na Glinicach robotnicy elektrowni. W pośpiechu zainstalowali w różnych punktach lampy elektryczne o wysokiej sile światła. Około 10 godziny wieczorem wkroczyły do Ghetta większe od działy niemieckie: gestapowcy, żandarmeria, oraz policjanci granatowi itd. Momentalnie rozpierzchli się po domach i mieszkaniach. W pośpiechu, brutalnie wyganiali Żydów z mieszkań na ulice. Opieszałych rozstrzeliwano na miejscu.
Trwoga była straszna, zewsząd strzelanina, krzyki, jęki i płacz. O północy wszyscy mieszkańcy Ghetta zostali spędzeni na plac, z tłomokami, gotowi w dalszą drogę.

Zgromadzonych ustawiono w dwa rzędy – w jednym stali posiadacze tzw. „Meldekart”, a w drugim pozostali, wśród których byli starsze osoby, chorzy, dzieci itd. Druga grupa stanowiąca około 8.000 osób została wyprowadzona z placu w kierunku kolei. Pozostałych na placu segregowano. Wybrakowanych skierowano w tę samą uliczkę, w którą pędzono pierwszą grupę. Na placu pozostało po tej „selekcji” około 800 mężczyzn i 19 kobiet. Tych „szczęśliwców” pod silną eskortą prowadzono przez pola do dużego Ghetta na Wałowej. O 5-ej nad ranem, o świcie, niespodziewanie grupa Niemców wpada do dużego Ghetta. I tu przybyli rozpierzchli się po domach położonych przy ulicy Wałowej i niektórych przylegających uliczkach. Odgłosy strzału i lamentu słychać zewsząd. Ludzie wychodzą z tobołkami na ulice. Kordon policji otacza stojących w środkowej części ulicy Wałowej, przypuszczalnie około 2.000 osób i pędzi ich przez ulice Bernardyńską i dalej przez pola w kierunku kolei.

Tej nocy Ghetto na Glinicach zostało doszczętnie oczyszczone z Żydów. O losie wysiedlonych dowiedziano się w godzinach po rannych od grupy Żydów, których Rada Starszych wysłała celem oczyszczenia ulic od trupów. Ci opowiadali, że na ulicy Białej, położonej na terenie Glinic pochowali w wielkim pośpiechu około 400 zamordowanych. Co się stało z wywiezionymi? Dowiedziano, że zostali przed wejściem do wagonów bici, musieli zostawić obuwie i tobołki, oraz, że po 150 osób wepchnięto do każdego wagonu, które były wysypane chlorkiem i wapnem. Po załadowaniu, wagony te zostały szczelnie zamknięte. Dowiedziano się też, że dużo osób zginęło od katowania przed wejściem do wagonów, a ich martwe ciała wrzucono wraz z żywymi do wagonów. Lecz dokąd ich uprowadzono, nie można było nic konkretnego ustalić. Dopiero po kilku dniach dowiedziano się, że transporty te zostały skierowane do Treblinki. Że Treblinka jest obozem śmierci nikt wówczas jeszcze nie przypuszczał

16 tegoż miesiąca a była to niedziela, w godzinach popołudniowych, przybyli do dużego Ghetta robotnicy elektrowni i zainstalowali lampy elektryczne w różnych punktach. Do czego jest potrzebna taka „iluminacja” mieszkańcy Ghetta doskonale wiedzieli, po tym co się działo na Glinicach.

O godz. 6-ej wieczór Ghetto zostaje okrążone kordonem żandarmerii i policji, a do samego Ghetta wkraczają oddzielne patrole niemieckie. Noc zapadła, ale nikt nie myślał o odpoczynku, przeciwnie szykowano się do czegoś strasznego. O północy kiedy zegar miejski na ratuszu wybił dwanaście razy, lampy elektryczne nagle się zapaliły zewsząd słychać było dzikie głosy „raus” oraz strzały karabinowe. Po domach i mieszkaniach jak oszaleli biegali żandarmi i policjanci, za nimi wlekli się policjanci żydówscy.
Swe „zadanie”, żołdacy niemieccy spełnili dość prędko, wygnali wszystkich mieszkańców na ulice, zaś opieszałych i słabych rozstrzelano na miejscu. W dość krótkim czasie „oczyszczono” (wedł. ówczesnej terminologii) znaczną część Ghetta w zunełności.

Wygnanych na ulice pędzono dalej na Plac Stare Miasta. O godz. 2-ej zgromadzono tu ok 8.000 Żydów. Kiedy napływ już ustał wyszykowano dwa rzędy – rząd z posiadacza „Meldekart” (karty pracy) rząd bez kart. O 3-ej w nocy kordon gestapowcó okrążył ten drugi. Okrężonych wpędzono w ulicę prowadzącą w kierunku linii lejowej.

Strzelanina trwała bez ustanku, głosy lamentu i płaczu pędzonych oddalały się aż zupełnie nie zamilkły.
W międzyczasie na placu zaczęła się selekcja pozostałych z „Meldekartami”. Niemcy nie przykładali wielkiej tych świstków, wybrali, tak sobie, trochę ludzi. Wybrani zostali na placu, wtedy kiedy wybrakowani musieli przejść przez szpaler w czasie czego ich katowano pejczami. Nieszczęśliwych skierowano w ulicę prowadzącą w kierunku kolei. Po tej selekcji w Ghetcie zostało wszystkiego około 1.500 osób obojga płci.

L.Fiszman

Powiązane wycinki prasowe

- 2025. All Rights Reserved