Radom – Warszawa

18 stycznia, 1933

Ziemia Radomska 1933 nr 14, Radomska Biblioteka Cyfrowa

Ze względu na ciężkie czasy wybrałem się do stolicy nie pociągiem co jest dziś luksusem, lecz komunikacją kombinowaną autobus-kolejka. Najpierw był dworzec autobusowy. Wszedłem na herbatę do bufetu. Dzierżawca „unzer”, za szynkwasem – Rebeka. Ze dwadzieścia typów, których nie radziłbym spotkać wieczorem na Glinicach, w czapkach na głowach raczy się piwem i bajgiełkami. Towarzystwo spojrzało na mnie jak na intruza. Z toku rozmów przeplatanych gorliwie epitetami w rodzaju: „Zychlerze połamany, wodą w chłodnicy zagrzany, kierownicą w lewe nerkie łechtany”… otaksowałem komilitonów jako moich panów życia i Śmierci w czasie podróży – pp. kierowców i ich pomocników.

Punktualny odjazd. Napisy: „Nie pluć” – Nikt nie pluje: co za lojalność. „Kierowcy nie wolno rozmawiać” – Nie mówi nic – doskonale. Duża gwarancja bezpieczeństwa. „Nie palić” – Pan z dyrekcji dworca, kontroler i zachęceni przykładem pasażerowie dobywają Ergo, Grandy i machorkę i czynią z autobusa przemiły jumoir. Mijamy wsie, osady i wielkie miasta, poznajemy Ojczyznę naszą kochaną, zatrzymujemy się nawet w Białobrzegach. Mimo 15°C mrozu w autobusie jest ciepło, miło, luźno, wprost rozkosznie Z żalem rozstajemy się z autobusem i przesiadamy się na kolejkę. Temperatura wewnętrzna kolejki o dwa stopnie niższa niż na świeżem powietrzu. Pasażerowie biją rekordy Kusocińskiego na wszystkie dystanse biegając z końca w koniec wagonu, dla rozgrzewki. Służba flegmatycznie oświadcza – węgiel się podkłada. Publika wymyśla, zabija rękami po dorożkarsku i biega dalej, jest już bliska Maratonu. Na rogu ulicy Puławskiej i Rakowieckiej w Mokotowie zrobiło się o tyle cieplej, że papieros nie przymorza do warg. Podobno zarząd kolejek dojazdowych nie pali w czasie mrozów w wagonach przez daleko posuniętą dbałość o zdrowie pasażerów, boć przecie najłatwiej przeziębić się wysiadając z ogrzanego wagonu na mróz. S. O. S

Powiązane wycinki prasowe

- 2025. All Rights Reserved